Hakuna Matata

Hakuna Matata

wtorek, 29 maja 2012

Lwy w niewoli

Na długo przed powstaniem pierwszych ogrodów zoologicznych dzikie zwierzęta były trzymane w prywatnych menażeriach. Początkowo były wykorzystywane do pokazowych walk i dla podnoszenia prestiżu swoich właścicieli. Z czasem trafiły do cyrków i ogrodów zoologicznych. Nadal jeszcze są trzymane w prywatnych posesjach, a nawet w mieszkaniach.


Możesz spotkac lwy w ZOO. W wielu lwy przetrzymywane są w ciasnych, niewygodnych klatkach. Mimo, że lwy żyją na otwartej, trawiastej przestrzeni, w zoo mają zadaszenia chroniące je przed deszczem, słońcem czy chłodem. Karmi się je surowym mięsem, bo też taka jest ich dieta na wolności. Bardzo często nie podaje się lwom mięsa wprost, tylko chowa się je, tak by lwy musiały wykorzystać swą inteligencję do zdobycia pożywienia. Pamiętaj by nigdy nie karmić lwów w ZOO. To zadanie dla specjalnie przeszkolonych pracowników.


W 1752 roku w Wiedniu powstał Tiergarten Schönbrunn Zoo Vienna – pierwszy ogród zoologiczny. Wkrótce lwy stały się atrakcją większości podobnych placówek powstających na całym świecie. Obecnie w ogrodach zoologicznych prowadzone są planowe hodowle zmierzające do zachowania zagrożonego gatunku.


Czasami współczuję lwom w ZOO. W Chorzowie i Wrocławiu mają duże i fajne wybiegi, ale byłam też w ZOO w którym lwy praktycznie wybiegu nie miały. Miały klatkę od wewnątrz i na zewnątrz. Biedne są takie lwy. Mimo wszystko cieszę się że ogrody zoologiczne istnieją. W ZOO lwy żyją dłużej i przyczyniają się do ich ochrony.

niedziela, 27 maja 2012

Przyjaźń z drapieżnikiem


Czy możliwe jest oswojenie i zaprzyjaźnienie się z dzikim zwierzęciem, na przykład lwem, panterą czy hieną? Kevin Richardson, 35-letni zoolog z RPA, udowadnia, że tak.
Od 11-lat w swoim prywatnym rezerwacie w Johanesburgu trzyma 38 lwów, wśród których znajdują się zwierzęta urodzone na wolności, jak i te, które przyszły na świat w niewoli. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie szczególne relacje łączące zoologa ze zwierzętami. Wspólne zabawy np. w łapki, pieszczoty, pływanie w rzece - to tylko niektóre rozrywki wypełniające czas zoologowi i jego podopiecznym. Mają oni nawet wspólny język - Richardson wyrobił w sobie zdolność rozmowy z lwami za pomocą gardłowych dźwięków i ryknięć. Zwierzęta darzą go niezwykłym zaufaniem i miłością - jako jedyny może pozwolić sobie na wejście do ich klatek oraz zabawy z nowonarodzonymi lwiątkami.
Kevin Richardson twierdzi, że tajemnicą jego sukcesu jest rezygnacja z bicza, łańcuchów i krat. Zwierzęta zostały "ujarzmione" miłością, łagodnością i zaufaniem. Ponadto mają one możliwość swobodnych spacerów po całym rezerwacie. Zdaje on sobie sprawę z tego, że potężne drapieżniki mogą być groźne. Jednak jak mówi: "Przez te lata wyrobiłem w sobie niezwykle czuły szósty zmysł - tak, że wiem, kiedy i jak podejść do lwa, by nie odgryzł mi ręki".
Okazuje się, że w Polsce mamy własnego Kevina Richardsona. Jest nim Leszek Bielenda z Głogowa Małopolskiego, posiadający wprawdzie tylko jedno małe lwiątko - Simbę. Ze względu na problemy z policją, prokuraturą oraz obrońcami praw zwierząt właściciel lwiątka postanowił założyć cyrk, aby tylko zwietrzę mogło z nim pozostać. Simba mieszka w zbudowanej specjalnie dla niego grocie. To kabina izotermiczna, w zimie ocieplona dodatkowo styropianem i obudowana grubą na 60 centymetrów warstwą kamieni. Wybieg ogrodzony jest betonowym płotem uzupełnionym stalowymi kratami, a ogrodzenie ma trzy metry wysokości i jest zakopane aż 1,5 metra pod ziemię. To wszystko na wypadek, gdyby lew postanowił wydostać się poza posesję. - Zbudowałem kotu wspaniały wybieg i grotę, której nie powstydziłby się niejeden ogród zoologiczny. Jest u mnie szczęśliwy - zapewnia pan Leszek.

Ja właściwie nie nazwałabym pana Leszka Kevinem Richardsonem, ale i tak strasznie mu zazdroszczę. Gdybym tylko miała odpowiednie warunki dla lwa! Ale niestety. Mieszkam w małym mieszkaniu i takie lwiątko jak Simba od pana Leszka miałoby za mało miejsca. ;'C


czwartek, 17 maja 2012

Czy lwy za 10 lat będą już tylko w ZOO?

Pół wieku temu żyło ich w Afryce 450 tys. Dzisiaj - 20 tys. Król Zwierząt przegrywa wojnę z władcą świata - człowiekiem.
 - Jednak możemy jeszcze te piękne koty uratować - mówią przyrodnicy Beverly i Dereck Joubert.


Ma di Tau, główna bohaterka filmu, ze swoimi lwiątkami



Tomasz Ulanowski: Wasz najnowszy film - "Ostatnie lwy" - nakręcony na wyspie Duba w delcie rzeki Okawango w Botswanie kończy się znakiem zapytania. Czy małemu lwiątku udało się przeżyć?

Beverly i Dereck Joubert: Na razie. Ma teraz dwa lata i jest lwim nastolatkiem. Jeśli doczeka wieku 5-6 lat, stanie się dorosłym lwem z piękną grzywą. Ciągle jednak jego życie będzie wisiało na włosku. Także dosłownie, bo lwia grzywa uchodzi za najwspanialsze trofeum, jakie myśliwy może przywieźć z Afryki. Na wolności lwy dożywają średnio 14-15 lat. W niewoli osiągają bardziej sędziwy wiek - nawet 30 lat.

Nakręciliście dokument, który jest jednocześnie filmem akcji oraz epopeją wojenną. Jak to się robi?

- Długo i w ciężkich warunkach. Trzeba się przyzwyczaić do wstawania przed świtem oraz pracy nocą, 
kiedy lwy polują. Przez dwa lata obozowaliśmy w namiocie na sawannie, dopasowując się do rytmu życia tych wielkich kotów. Przez kolejne dwa pracowaliśmy nad montażem.


Głównym bohaterem jest Ma di Tau, czyli - w języku tswana używanym w Botswanie - Matka Lwów. Ta młoda, samotna samica przez półtorej godziny filmu zaciekle walczy o życie swoich trzech kociąt.

- Ta historia naprawdę się wydarzyła, choć oczywiście trwała dłużej niż w kinie, na ekranie jest bardzo zagęszczona, dynamiczna. Nie od razu wybraliśmy ją na główną bohaterkę. Kręciliśmy różne wątki - śledziliśmy grupę samic, a także samce, które nie przepłynęły Okawango, żeby dostać się na Dubę.

Jednak już w pokoju montażowym historia Ma di Tau wydała się nam najmocniejszą częścią opowieści i na niej się skoncentrowaliśmy. Ona jest jak klasyczny dramat w trzech aktach, który symbolizuje los wielkich kotów w dzisiejszych trudnych dla nich czasach.

Zależało nam też na tym, żeby sfilmować lwy w zupełnie innych sytuacjach, niż robiono to do tej pory. Stąd samotna bohaterka, która zmuszona przez los zmienia swoje zwyczaje i zaczyna polować w wodzie, czego nikt dotąd nie pokazywał! Życie tak ją docisnęło, że musiała się zachowywać niezwykle kreatywnie. Tylko w ten sposób mogła przetrwać i ocalić swoje kocięta, na które czyhały obce samce i podporządkowane im samice dowodzone przez lwicę Srebrne Oko.

 
Widziałam kilka odcinków "Ostatnich lwów" i bardzo mi się podobały. Jednak są bardzo smutne... Nie jestem pewna czy to w tym programie czy w innym, ale widziałam jak krokodyl połyka małe lwiątko.. ;'C To jest po prostu straszne!!  Jak ludzie mogą na to patrzeć?! Ja zamiast to kręcić wzięłabym wielkie sito i czym prędzej wyłowiłabym lwiątko z wody!


Jeszcze raz proszę o pomoc! Ma ktoś jakiś pomysł jak pomóc lwom?! Nie chcę oglądać ich tylko w ZOO.... ;'C

czwartek, 10 maja 2012

Król Lew - zarzuty i kontrowersje

Autor felietonu: Tomasz Pstrągowski | 26 sierpnia 2011


; Walt Disney PicturesPożyczone arcydzieło 

Ale wokół "Króla Lwa" pojawiło się także kilka prawdziwych kontrowersji. Podobnie jak wiele innych obrazów Disneya i ten musiał się borykać z zarzutami o rasizm (sam Walt Disney dosyć powszechnie - i jak twierdzi jego biograf Neal Gabler, niesprawiedliwie - uważany był za antysemitę). Dowodzić tego miał fakt, że negatywnym bohaterom - hienom - głosów użyczyliWhoopi Goldberg i Cheech Marin - Afroamerykanka i Latynos. To jedyne postacie mówiące z wyraźnym akcentem, bohaterowie pozytywni mówią piękną angielszczyzną z brytyjskimi lub amerykańskimi naleciałościami. 

Publicystka Kathi Maio posunęła się dalej i w artykule dla "New Internationalist" dowodziła, że "Król Lew" to film nie tylko rasistowski, ale i szowinistyczny i homofobiczny. "Chociaż towarzyszka zabaw Simby, Nala, może go pokonać w bójce, kiedy syn Mufasy ucieka ona i pozostałe lwice są bezsilne wobec opresji Skazy (złoczyńcy-krypotogeja, również uwielbianego przez Disneya)" - pisała w 1998 roku. 



Najgłośniejsze były jednak spory dotyczące inspiracji. Dla fanów anime sprawa wyglądała prosto - "Król Lew" to amerykańska wersja japońskiej animacji "Kimba - biały lew", autorstwa Osamu Tezuki. Ten legendarny japoński rysownik i animator do dziś uważany jest za jednego z najbardziej wpływowych artystów komiksowych XX wieku. Jego największym dziełem był komiks i serial "Astro Boy", ale nie mniej udany "Kimba" w latach 60. cieszył się dużą popularnością także w Stanach Zjednoczonych. 

Miłośnicy "Kimby" dowodzą, że oba obrazy łączy znacznie więcej niż podobieństwo tytułów (simba to w suahili lew). Wskazują na bliźniacze kadry, wątki, obecną w obu tytułach Lwią Skałę i relacje głównego bohatera z ojcem. Ostatecznym dowodem mają być concept arty zamieszczone w ekskluzywnym wydaniu DVD "Króla Lwa", przedstawiające Simbę jako białe lwiątko. Disney oczywiście wszystkiemu zaprzecza i twierdzi, że wszelkie analogie są przypadkowe 
 


Zmierzch dynastii 


Dekada renesansu Disneya trwała jeszcze 5 lat. "Pocahontas", "Dzwonnik z Notre Dame", "Hercules", "Mulan" i "Tarzan" doczekały się świetnego przyjęcia, ale nie powtórzyły sukcesu "Króla Lwa". A złote lata skończyły się wraz z nadejściem nowego tysiąclecia. 

W końcu klasyczne animacje przegrały nierówny pojedynek z komputerowymi cudeńkami od Pixara i DreamWorks Animation. W 2006 roku Disney, by ratować swą pozycję, kupił Pixar za 7,4 miliarda dolarów. Nowa szkoła zdobyła serca widzów, a podejmowane co pewien czas próby ożywienia klasycznych animacji nie osiągają wielkich sukcesów. Kosztująca 100 milionów dolarów "Księżniczka i żaba" zarobiła "tylko" 260 milionów. 



Na szczęście legendzie "Króla Lwa" to nie przeszkadza. To wciąż jedna z najsilniejszych i najbardziej rozpoznawalnych marek Disneya. W 1998 roku wypuszczono drugą część - opowiadającą o przygodach Kiary, córki Simby (nie warto). 6 lat późnej wydarzenia z pierwszego filmu opowiedziano raz jeszcze, z perspektywy Timona i Pumby (warto). Musicalowa wersja "Króla Lwa" to jedna z najdłużej wystawianych sztuk na Broadwayu i jeżeli wierzyć anglojęzycznej Wikipedii doczekała się już ponad 5300 przedstawień. 

Nie ma wątpliwości, że to jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych filmów animowanych w historii. I widzowie o tym pamiętają.

Król Lew na Disney XD - sromotna pomyłka

6 maja na Disney XD leciał Król Lew. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać. Jak zawsze płakałam przy śmierci Mufasy i śpiewałam Hakunę Matatę. ;) Lecz właśnie pod koniec tej piosenki była przerwa na reklamy. Czekałam aż będzie lecieć dalej i wtedy spotkała mnie niespodzianka. Król Lew zamiast lecieć dalej zaczął się od początku! Byłam lekko zdziwiona i zastanawiałam się co jest tego powodem. Film leciał dalej od początku a ja oglądałam znów to samo. Zastanawiałam się i  zobaczyłam że Król Lew trwa do 14:00 a był dopiero przecież początek a było już sporo po 13:00! Nagle po "ponownej" śmierci Mufasy film się przerwał i była kolejna przerwa na reklamy. Wtedy przeżyłam prawdziwy szok - po skończeniu się przerwy nie leciał już Król Lew tylko TARZAN!!
Spostrzegłam wtedy, że była już 14:00 i Król Lew miał się skończyć, a zacząć Tarzan....


Nie wiem jak oni mogli póścić KL'a od początku a później go nie dokończyć i póścić Tarzana..

sobota, 5 maja 2012

Lwy pomagały w polowaniach na mamuty?

Zaskakujące odkrycie paleontologów na Syberii. Znaleziono tam dobrze zachowane szczątki mamuta, który padł łupem lwów. Co więcej, naukowcy są zdania, że drapieżniki po chwili zostały przepędzone przez ludzi. Być może dawni myśliwi polowali z lwami - donosi BBC
Szczątki młodego mamuta, nazwanego Yuka, znakomicie zachowały się w syberyjskiej wiecznej zmarzlinie. Oględziny jego ran dowodzą, że najpierw zapolowały na niego lwy. Jednak zaraz później ich łupem zainteresowali się ludzie - wyjaśnia Bernard Buigues z organizacji Mammuthus, która nabyła skamieniałość od lokalnych poszukiwaczy z Syberii.

Na skórze Yuki widać zagojone rany, które mogą być dziełem lwów. Obok nich znajdują się podobne rany, które nie zdążyły się zagoić. Oznacza to, że drugi atak - prawdopodobnie ludzi -  był śmiertelny.
Lwy podejrzewane o napaść to wymarłe Panthera leo spelea, zwane lwami jaskiniowymi, o których już pisałam, były podgatunkiem lwów afrykańskich. Obecnie w Afryce lwy niekiedy atakują młode słonie, więc ta wersja scenariusza wydaje się prawdopodobna.
Następnie lwy zjadają zdobycz, wgryzając się w okolice brzucha i trąby. W przypadku Yuki takich ran jednak nie ma. Jest za to duże rozdarcie skóry od głowy do połowy grzbietu i z boku. Czaszka, kręgosłup, żebra i miednica zostały usunięte. Znaleziono je w pobliżu. Jednak większości kręgosłupa i żeber nie odnaleziono. To nie mogło być dzieło lwów, ale raczej ludzi.


Naukowcy zastanawiają się, czy pierwotni myśliwi nie wykorzystywali lwów do polowań, tak jak plemię Dorobo w Kenii, które praktykuje odbieranie lwom ich zdobyczy.
Jak przyznają naukowcy, śmierć Yuki i udział w niej ludzi pozostaje tajemnicą.